Javascript Menu by Deluxe-Menu.com
Poezja i proza - Portal Literacki
  Zarejestruj się Strona główna  ·  Twoje konto  ·  Wyślij tekst  


Dzieła wybrane
· * * * /cz.I./ *
· Har-Mageddon /wiersz/*
· COŚ DELIKATNEGO /ktoś może powie: ''jak zwykle typowo kobiece wyznanie'', ale jakie prawdziwe - wiersz/ ~~
· Zatrzymałem /wiersz/ *
· Kutno po szczepionce /czyli felietonista na fazie/ * *

[ Dzieła wybrane ]

Nowe recenzje

· DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz
· I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna
· INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert
· OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita
· SKANDALE, WANDALE I..., Rachlin Harvey, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina
· ODRĘBNA RZECZYWISTOŚĆ, Castaneda Carlos, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Majewski Janusz
· WYKORZYSTAJ POTĘGĘ PODŚWIADOMOŚCI W PRACY, Murphy Joseph, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz

[ RECENZJE ]


- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne

Przeszukaj stronę



ZAPRENUMERUJ
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail.

NA FORUM
Przeszukaj forum
 
[ Index ]
Ostatnie posty

Jak zbudować zwycięski wiersz? - 2010-07-30 21:29Jak zbudować zwyci...
FAREWELL - 2010-07-30 08:08FAREWELL...
I Ogólnopolski Konkurs na autorską książkę poetycką im. T. Karpowicza - 2010-07-25 18:11I Ogólnopolski Kon...
publikacja , niemoznosc usniecia tekstu a wydawcy itd. - 2010-07-23 09:50publikacja , niemo...
Co oznacza ocena czytelników przy komentarzu? - 2010-07-20 09:32Co oznacza ocena c...
No to się pochwalę, można? - 2010-07-16 19:12No to się pochwalę...
Muzyczne ogórki - 2010-07-16 00:37Muzyczne ogórki...
Literacki rokendrol - 2010-07-15 22:44Literacki rokendro...
Audycja Poetycka - 2010-07-14 13:29Audycja Poetycka...
Lipcowa depesza F-K - 2010-07-12 23:27Lipcowa depesza F-...

Powered by: Splatt Forum V 4.4.0!


REKLAMA



WSPÓŁPRACA













Epika: ZNAK ZAPYTANIA /opowiadanie/ -> *
Wysłano dnia 10-12-2006 o godz. 09:14:54.

Opowiadanie Autor: zyjacynaziemi

Było to na wiosnę kilka lat temu, kiedy to wprowadziłem się do mojego nowego mieszkania (ściślej malutkiej garsoniery) i zaczynałem kolejny etap mojego dorosłego życia. Mieszkałem sam. Podobne do siebie dni wypełniała mi przede wszystkim praca, często po godzinach, przeplatana nielicznymi kontaktami towarzyskimi. Gdy przychodziłem późno wieczorem do domu, miałem jedynie czas i siłę na zrobienie sobie kolacji, umycie się i pójście spać. Na weekendy zazwyczaj wyjeżdżałem gdzieś za miasto.
I właśnie kiedy wracałem z jednego z takich wyjazdowych weekendów, przy wchodzeniu do mieszkania poczułem czyjąś dziwną obecność. Nie odczucie, że ktoś tutaj był, ale że ktoś tutaj cały czas jest. Oczywiście zaraz sprawdziłem wszystkie pomieszczenia (przy metrażu 23,3 m2 nie było to szczególnie trudne) i wykluczyłem istnienie jakiegokolwiek niezapraszanego gościa, a przynajmniej jego istnienie w ludzkiej postaci. Niemniej moje dziwne odczucie nie zanikało, a co gorsza, w kolejnych dniach i tygodniach nasilało się. Nie bezpodstawnie zresztą. Od czasu do czasu w moim mieszkaniu dawało się słyszeć jakieś cichutkie chroboty, chrząkania, sapania. Przeglądałem wszystkie zakamarki, wyciągałem z szaf każdą, nawet najmniejszą, rzecz i... niczego lub nikogo obcego nie udawało mi się znaleźć. W zasadzie można by nawet przejść do porządku dziennego nad tą dziwną, ale w sumie mało szkodliwą obecnością, gdyby nie to, że odgłosy zaczęły się po pewnym czasie pojawiać nawet w nocy, czasami wybudzając mnie ze snu.
Dni jednak mijały w swoim dość szybkim tempie, a ja po prostu starałem się zaakceptować tą moją nową lokalową sytuację, tłumacząc sobie wszystko moim przemęczeniem i stresem w pracy. Może to wszystko jakieś urojenia, może przydałby się wreszcie jakiś porządny długi urlop, może wreszcie po prostu trzeba przestać zwracać na to uwagę? Tak, przestałem się tym przejmować i w pewien sposób zacząłem nawet udawać, że problem nie istnieje (to było coś w czym miałem sporą praktykę i całkiem nieźle mi to wychodziło). Gdy leżałem na łóżku i słyszałem w szafce kuchennej dziwne pokasływania, nie wstawałem i nie przetrząsywałem gorączkowo wszystkich talerzy i garnków (między innymi nauczony doświadczeniem, że taka czynność trwa sporo czasu i do niczego nie prowadzi). Gdy byłem w łazience i dochodziły do mnie wyraźne odgłosy przebiegania malutkimi kroczkami po okleinowanych naturalnym drewnem panelach w pokoju, nie wybiegałem mokry i nie zaglądałem pod szafy i stół (bo przecież to równie dobrze mogły być odgłosy sąsiadki z mieszkania obok).
Paradoksalnie jednak moja postawa braku uwagi dodała odwagi temu czemuś. To coś stawało się coraz bardziej śmielsze. Zaczęło dochodzić do sytuacji śmiesznych. Gdy na przykład jedząc kolację odwracałem się nagle od stołu, widziałem jakieś maluteńkie czarne stworzenie w pośpiechu chowające się pod łóżko. Gdy udawało mi się bardzo cicho i w niespodziewanych porach wejść do mieszkania, zastawałem powyciągane z lodówki rzeczy (których jak się domyślałem to coś nie zdążyło schować, zaskoczone moim nagłym powrotem). To już nie tylko mieszkało ze mną czy towarzyszyło mi miesiącami, ale żywiło się moim jedzeniem!
W sprawie tego czegoś, oczywiście nie było dokładnie tak jak można by wywnioskować z mojego opowiadania, że na początku gorączkowo szukałem odpowiedzi, a później tylko ignorowałem samo pytanie (przekaz słowny w odróżnieniu od bezpośredniego doświadczenia zawsze zawiera w sobie jakiś skrót). Raczej można by powiedzieć, że były to kolejno powracające fazy: poszukiwania połączonego z nadzieją znalezienia rozwiązania, wytężonego tropienia, chwytania się wszelkich możliwych poszlak, a potem rozczarowania związanego z brakiem jakichkolwiek dowodów, zmęczenia, zniechęcenia, bezradnego porzucania problemu, czy wreszcie pełnego rozgoryczenia z powodu straconego czasu na coś tak w sumie nieważnego czy wręcz może nieistniejącego?
A jednak. Pewnej nocy zbudzony nagłą potrzebą wstałem do łazienki, zapaliłem światło i kątem oka w wąskiej szparze między ścianą a szafą na podłodze dostrzegłem to. To coś spało (prawdopodobnie mocno zmęczone harcami odprawianymi zeszłej nocy). Podszedłem bliżej, najciszej jak potrafiłem i zobaczyłem nieduży (długości może piętnastu centymetrów), czarny... znak zapytania. Oddychał miarowo i spokojnie, co pewien czas wydymając swój okrągły brzuszek lub coś, co brzuszek przypominało (wybaczcie, ale nie znam się zbyt dobrze na anatomii znaków zapytania). Przez chwilę przypatrywałem się temu niecodziennemu zjawisku. A więc to tak. Ciekawe skąd się tu wziął? Czy wleciał przez okno, jak zwykłe są to czynić różne owady? A może przez wentylację? A może po prostu przykleił się do mojego buta w któryś z wiosennych błotnych dni (obok trwała jeszcze budowa)? Mógł też wypaść komuś z nowo wprowadzających się przy przeprowadzce? No i tak w ogóle to chyba sporo urósł. Przynajmniej od czasu jak udawało mi się go gdzieś przez pół sekundy przelotnie widzieć. Nie namyślając się jednak wiele chwyciłem go mocno ręką, podniosłem do góry i zawołałem: "Mam cię!". Znak w pierwszym odruchu po przebudzeniu przeraził się, a następnie mocno ugryzł mnie w palec. Puściłem go wyjąc z bólu. Gdy się z niego otrząsnąłem, po znaku nie było już ani śladu. Darowałem sobie poszukiwania w środku nocy, dokończyłem sprawę w łazience, poszedłem spać.
Gdy się zbudziłem rano, opuchnięty palec stał się powodem mojego dobrego samopoczucia: te ostatnie miesiące to jednak nie urojenia. W mojej głowie powstał szybki plan: po powrocie z pracy, nawet gdybym miał wyrzucić na korytarz wszystkie rzeczy i meble, dorwę drania! Na wszelki wypadek wychodząc z domu z niedwuznacznym uśmieszkiem zamknąłem wszystkie okna i otwory wentylacyjne. A gdy wieczorem wchodziłem z powrotem, zrobiłem najpierw małą szparę w drzwiach, sprawdzając czy znak nie szykuje się do ucieczki. Pojawiła się smuga światła. Wszedłem do środka. Znak siedział na wersalce i czytał spokojnie książkę, obok stał kubek z gorącą herbatą. Może to złudzenie wywołane szokiem, ale na oko przybyło mu od zeszłej nocy jakieś pięć centymetrów. W pierwszym odruchu porwałem z blatu w kuchni ścierkę i zamachnąłem się na znak (może należałoby napisać "na znaka"? - nie wiem, niecodzienne sytuacje sprawiają mi zawsze kłopoty językowe). Znak jednak z błyskawicznym refleksem uczepił się końca ścierki i niesiony jej rozpędem wylądował we wnęce między szafą a sufitem.
- Masz natychmiast stamtąd zejść i szybko wytłumaczyć się ze swojej obecności w tym domu!! - krzyknąłem, ale moje słowa pozostały bez jakiejkolwiek odpowiedzi, nie licząc ledwo słyszalnego zaśmiechu dochodzącego z wyższej połowy mojego mieszania (ale może mi się zdawało).
Tak, no i co z tego, że już wiem, że to coś istnieje skoro nie mogę nawiązać z tym czymś żadnego kontaktu? - myślałem. Chociaż z drugiej strony może to moja wina? Wczoraj wyrwałem go ze snu (być może przyduszając ? - ostatecznie nie wiem nawet za co go chwyciłem, jak wspominałem nie znam się na anatomii znaków zapytania), dziś usiłowałem go zabić szmatą (tak mógł przecież to odebrać), a on może przecież nie rozumieć po polsku (znaki zapytania występują w wielu językach, ale nie wiadomo jakimi osobiście władają). No nic, na razie odpuszczę, zobaczymy, co się będzie działo dalej. Zjadłem kolację i poszedłem spać.
Rano przebudziłem się wcześniej niż zwykle zdenerwowany i napięty. Mój żołądek cyklicznie rozciągał się i kurczył. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że ni mniej ni więcej, ale po moim brzuchu skacze znak. Wykorzystywał mnie najwyraźniej jako rodzaj cyrkowej siatki do wykonywania akrobacji powietrznych. Wybijał się z uśmiechem wysoko a następnie niemal dziurawił mnie swoją nóżką i kropką (i znów miałem wrażenie, że przybyło mu na wadze od wczoraj). Zrzuciłem go brutalnie z kołdry. Ja rozumiem chęć nawiązania kontaktu, ale są chyba jakieś granice, zwłaszcza jeśli jest piąta nad ranem a nadchodzący dzień w pracy zapowiada się bardzo stresująco.
Sytuacja zaczynała mnie mocno denerwować, żeby nie powiedzieć dosadniej. Co gorsze z biegiem czasu znak czuł się w moim mieszkaniu coraz bardziej zadomowiony i coraz bardziej... bezczelny! Dochodziło na przykład do tego, że gdy spieszyłem się wieczorem na dworzec (kolejny nagły wyjazd służbowy), znak zaczajał się przy drzwiach wyjściowych, i gdy wybiegałem z mieszkania, po prostu zahaczał mnie za nogę, powodując moje ciężkie lądowanie na korytarzu. Ja już nie mówię tylko o potłuczeniach. Raz nawet musiałem nawet zmienić garnitur, bo wylądowałem przed windą w mokrej kałuży po czyichś zakupach i przez to spóźniłem się na ważne biznesowe spotkanie w Warszawie. Punktem przełomowym jednak była organizowana przeze mnie kolacja dla grona znajomych i jednej nie do końca znajomej, na której mi bardzo zależało. Oczywiście sporo czasu zajęło mi przygotowanie: perfekcjonistyczne wysprzątanie całego mieszkania wymagające sporego wysiłku, zakup produktów do przyrządzenia wielu wymyślnych dań, wybór drogiego wina. W krytyczny dzień wieczorem po pracy zostało mi już tylko podgrzanie i poukładanie jedzenia na stole, wzięcie prysznica i ogolenie się. To, co zobaczyłem jednak po powrocie do domu, po prostu mnie załamało. W huku głośnej muzyki (opakowania po kasetach i płytach walały się wszędzie po podłodze), rozwalony na wersalce, leżał znak. Obok znajdowała się opróżniona butelka po winie, na stole leżały resztki przygotowanego jedzenia. Nie wiem czy zabawiał się sam czy sprowadził do mieszkania pod moją nieobecność cały alfabet lub przynajmniej inne znaki interpunkcyjne. Nie było to w tym momencie istotne. Natomiast pewne było jedno: spalę się ze wstydu przed moimi gośćmi, o wywieraniu świetnego wrażenia na nie do końca znajomej można było zapomnieć (nie było już czasu na uzupełnienie zakupów i przygotowania, a kupienie czegoś zwykłego w osiedlowym sklepie według mnie absolutnie nie wchodziło w grę). W przypływie złości i buntu chwyciłem znak (znaka?) i wyrzuciłem przez okno. Był tak pijany, że nawet nie zdążył zareagować. Telefonicznie odwołałem kolację tłumacząc się niedyspozycją. Co się stało ze znakiem, tego nie wiem. Wiem natomiast, że był to ostatni dzień, w którym go widziałem.
Od tego czasu minęło już kilka lat. Dziś moje życie jest wreszcie stabilne. Nie spóźniam się na ważne spotkania biznesowe, niezmieniona i spokojna sytuacja lokalowa i cywilna pozwala mi być bardziej dyspozycyjnym a przez to cenionym w pracy. To oczywiście przekłada się na lepszą sytuację materialną a dzięki temu mogę robić wrażenie na gościach moich przyjęć coraz to droższym winem, którego nikt pod moją nieobecność mi nie wypija. Czasem tylko, gdy wszyscy już wyjdą, zastanawiam się: co wtedy znak chciał mi przekazać?


 
Oceny artykułu
Wynik głosowania: 5
Głosów: 1


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Wersja do druku Wersja do druku


"Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 4 | Szukaj
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

R E K L A M A

Re: ZNAK ZAPYTANIA /opowiadanie/ -> * (Ocena czytelników: 1)
przez wawel dnia 10-12-2006 o godz. 19:08:14
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Przeczytałem całe Twoje opowiadanie z zaciekawieniem i mimo, że było długie, wcale się nie nudziłem!
Nie jestem krytykiem literackim, ani nawet nie mam wykształcenia humanistycznego, ale spróbuję chociaż sprecyzować moje odczucie po przeczytaniu opowiadania.Myślę, że ma to dla piszących tutaj znaczenie.

Lubię ten styl pisania! Udało Ci się mnie zainteresować od samego początku, i stopniowo "wciągać" mnie w temat wzbudzając moją ciekawość, która trwała do ostatniej linijki Twojego tekstu. Według mnie w niektórych miejscach trzeba poprawić interpunkcję, ale przecież to nie zmienia faktu, że tekst jest dobry. zdania według mnie pięknie zbudowane! Całe opowiadanie czyta się przyjemnie, bez zbędnego zastanawiania się:"co autor chciał przez to powiedzieć", według mnie tekst jasny i przejrzysty! podoba mi się!
 Nie brak Ci też i humoru w sposobie opisywania perypetii związanych z intruzem, który zamieszkiwał z bohaterem opowiadania.
Myślę, że moment zamieszkania "znaku zapytania", powstał z powodu wątpliwości bohatera opowiadania, co do szłuszności wyboru drogi swojego dorosłego życia i zwiazanych z nimi wątpliwościami?
A moment wyrzucenia nastąpił w momencie przekonania o słuszności wybrania odpowiedniej drogi?. Może się mylę i błędnie zrozumiałem, ale i tak mi się podoba.! Stawiam 5* Ciekawe, jakie będą odczucia innych? Pozdrawiam wawel!


[ Odpowiedz na to ]


Re: ZNAK ZAPYTANIA /opowiadanie/ -> * (Ocena czytelników: 1)
przez Xisco dnia 10-12-2006 o godz. 19:34:58
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)

Prawdopodobnie zabiłeś "?" ! 
Pomimo tego historia posiada dyskretny urok, bawi pozostawiając w tle jakieś niedopowiedzenie, emocjonuje tajemnicą. Tajemnicą dosyć niebanalną.
Mam jednak wrażenie, że puenta jest niezdecydowana, pozostaje wątpliwość czy tak naprawdę jest to śmieszna opowiastka o znaku zaytania, czy może delikatna sugestia aby znaków zapytania przez okno jednak nie wyrzucać, bo czemuś  służą. Tu własnie powraca znak zapytania, a więc jednak przeżył?


Poza tym nie przypadły mi do gustu "perfekcjonistyczne wysprzątanie", "żołądek cyklicznie rozciągał się i kurczył", nadto w zdaniu" Raz nawet musiałem nawet zmienić garnitur"  jedno "nawet" uważam za wystarczające.
Ale to drobiazgi.
 


[ Odpowiedz na to ]




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.

Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.

AntySpam | Walcz ze spamem! Kliknij tutaj!


PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.

Twoja strona na wyciągnięcie ręki