Javascript Menu by Deluxe-Menu.com
Poezja i proza - Portal Literacki
  Zarejestruj się Strona główna  ·  Twoje konto  ·  Wyślij tekst  


Dzieła wybrane
· Postmodernizm i wolność /esej/ *
· Mobiles /wiersz/ **
· wagary /wiersz/ *
· Przejście /wiersz/**
· Obserwator /powieść/ *

[ Dzieła wybrane ]

Nowe recenzje

· DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz
· I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna
· INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert
· OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita
· SKANDALE, WANDALE I..., Rachlin Harvey, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina
· ODRĘBNA RZECZYWISTOŚĆ, Castaneda Carlos, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Majewski Janusz
· WYKORZYSTAJ POTĘGĘ PODŚWIADOMOŚCI W PRACY, Murphy Joseph, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz

[ RECENZJE ]


- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne

Przeszukaj stronę



ZAPRENUMERUJ
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail.

NA FORUM
Przeszukaj forum
 
[ Index ]
Ostatnie posty

Jak zbudować zwycięski wiersz? - 2010-07-30 21:29Jak zbudować zwyci...
FAREWELL - 2010-07-30 08:08FAREWELL...
I Ogólnopolski Konkurs na autorską książkę poetycką im. T. Karpowicza - 2010-07-25 18:11I Ogólnopolski Kon...
publikacja , niemoznosc usniecia tekstu a wydawcy itd. - 2010-07-23 09:50publikacja , niemo...
Co oznacza ocena czytelników przy komentarzu? - 2010-07-20 09:32Co oznacza ocena c...
No to się pochwalę, można? - 2010-07-16 19:12No to się pochwalę...
Muzyczne ogórki - 2010-07-16 00:37Muzyczne ogórki...
Literacki rokendrol - 2010-07-15 22:44Literacki rokendro...
Audycja Poetycka - 2010-07-14 13:29Audycja Poetycka...
Lipcowa depesza F-K - 2010-07-12 23:27Lipcowa depesza F-...

Powered by: Splatt Forum V 4.4.0!


REKLAMA



WSPÓŁPRACA













Liryka: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ *
Wysłano dnia 08-02-2007 o godz. 23:03:57.

Opowiadanie Autor: zyjacynaziemi


To były nasze pierwsze wakacje bez taty. Przez cały rok bardzo cieszyliśmy się, że pojedziemy nad morze, do nowego ośrodka wczasowego z fabryki. Ale pojechaliśmy w góry, bo babcia tam się najlepiej czuła i miała znajomą panią gaździnę. W górach też było fajnie. Przede wszystkim chodziliśmy z Wojtusiem, moim młodszym bratem, po lesie i nad strumień, i bawiliśmy się też z chłopakami od pana gospodarza. Oni nas z Wojtusiem w pierwszy dzień pobili, ale potem już było fajnie, i pokazali nam wiele różnych ciekawych rzeczy w garażu i w magazynie ich taty. Najbardziej nie lubiłem tylko, jak się śmiali czasem z Wojtusia, bo Wojtusiowi czasem rączka się tak trzęsła, i on wtedy też nie mógł mówić ani chodzić. Na wakacjach obchodziliśmy także urodziny naszej mamy. Mama dostała od babci w prezencie nową, skórzaną torebkę, taką samą jak miała babcia. I babcia powiedziała jej, że teraz będzie mogła się wreszcie z czymś ludziom pokazać, i żeby w końcu zakręciła się wokół jakiegoś chłopa. Ale mamie nie za bardzo ta torebka się podobała i nawet się z babcią o coś pokłóciła. Atmosfera zrobiła się niemiła, więc pojechaliśmy z mamą bez babci do miasta, do koktajl baru. Mama kupiła nam wtedy podwójną porcję lodów, a nawet kupiła nam pepsi. A babcia nie pozwalała nam pić pepsi, żebyśmy nie mieli chorych gardeł. Wojtuś pił pepsi pierwszy raz w życiu i był bardzo zadowolony. I to było dla mnie lepsze od samej pepsi, bo ja już kiedyś piłem pepsi, bo mi tata kupił. A pewnej nocy Wojtuś zaczął głośno krzyczeć, tak, że mnie obudził, i musiałem pobiec po ciemku po mamę i babcię do drugiego pokoju. I Wojtuś powiedział, że go boli brzuch i że się bardzo boi. Na szczęście babcia wiedziała, co robić, i szybko poszła do pani gaździny, i poszły po panią doktor do wsi. Pani doktor była starszą kobietą i miała brodę, i taką dużą, skórzaną torbę, którą postawiła obok torebki babci na stole. Miała też śmieszne nazwisko, coś związanego z kupą, ale pani gaździna powiedziała, że ona jest sto razy lepsza od tych młodych, miastowych, co się na niczym nie znają. I pani doktor zapytała Wojtusia, czy jadł coś, czego inni nie jedli, na przykład coś z ziemi. Wojtuś powiedział, że nie jadł. A babcia powiedziała, że na pewno coś musiał zjeść, tylko boi się przyznać. A ja wiedziałem, że Wojtuś nic nie zjadł, bo Wojtuś nigdy nic nie robił sam, i o wszystkim mi mówił. Potem babcia znalazła plastikowy worek, w którym mieliśmy ukryte niedojrzałe jagody, bo chłopaki mieli nam załatwić metalowe rurki do plucia. I powiedziała do mojej mamy:

Widzisz Bożenko, tyle razy ci powtarzałam, że nie można słuchać tego, co mówią dzieci.
I bardzo się ucieszyły z panią doktor, że już wiedzą, dlaczego Wojtuś się źle czuje. A Wojtuś już chyba nie miał siły powtarzać, że on tych jagód nie jadł, i był cały blady, więc ja zacząłem krzyczeć. Wtedy moja mama powiedziała, że może jednak trzeba jechać na pogotowie do miasta, ale pani doktor powiedziała, że ona też jest lekarzem i wie, co trzeba robić, i tylko wypisała recepty. A ja się nie mogłem uspokoić i powiedziałem, że jakby był tata, to na pewno byśmy pojechali samochodem na pogotowie do miasta. Ale babcia mnie skrzyczała, żebym nie mówił, co nasz tata by zrobił albo nie zrobił, bo jestem jeszcze na takie rzeczy za smarkaty. I bałem się, że mnie zbije w buzię, tak jak kiedyś Wojtusia, jak nie chciał jeść przy stole, gdy nie było mamy, i też mu powiedziała, że powinien dziękować, że tak dostał, bo dzięki temu, może będzie inny niż jego ojciec.
A jak rano się obudziłem, to torba pani doktor znowu stała na stole obok torebki babci, tylko Wojtusia już nigdzie nie było, i nikt mi nie chciał powiedzieć, gdzie on jest. Więc ze złości rozgniotłem te nasze twarde jagody do tych toreb, brałem je do buzi, gryzłem i plułem, a nawet połykałem, i robiłem tak palcem do gardła jak po niedobrym obiedzie w przedszkolu. A potem uciekłem do lasu i pamiętam tylko, że mama mnie znalazła i powiedziała, że Wojtuś od nas odszedł, że coś tam w jego słabym ciałku pękło, i żebym był grzeczny, bo jej też jest ciężko i nie ma się na kim oprzeć.


I resztę wakacji spędziłem już w domu, na osiedlu. Tylko nie wolno mi było wtedy samemu nigdzie chodzić ani zostawać. Także wszędzie musiałem chodzić z babcią: na zakupy, do parku. Babcia najbardziej lubiła chodzić do kiosku Ruchu, bo lubiła sobie porozmawiać z panią kioskarką. Ale tam nie było za bardzo co robić, a bez Wojtusia to nawet nie chciało mi się zbierać petów czy kapsli. Więc stałem tam tylko i próbowałem podsłuchać, o czym babcia rozmawia z panią kioskarką. Aż przyszedł nagle jakiś pan, który miał kopertę w ręku, i stanął obok babci. I dłuższą chwilę czekał, aż w końcu pani kioskarka powiedziała do mojej babci:
Przepraszam cię, Irenko, na chwilę, ale chyba ten pijaczek czegoś chce.
A ten pan wcale nie chciał kupić wódki, tylko znaczek na list. I pani kioskarka się zdenerwowała i powiedziała, że już od miesiąca nie sprzedaje znaczków, bo ona nie jest jakąś panią z okienka pocztowego, i że tu się tylko gazety sprzedaje. Co nie było do końca prawdą, bo pani kioskarka sprzedawała też czasem mojej babci rajstopy. A wtedy ten pan krzyknął:
To po cholerę skrzynka pocztowa przy kiosku stoi?!
A chuj tobie stoi, zapita mordo?! Mam wezwać milicję?!
Pani kioskarka odkrzyknęła mu przez ten otwór, co się podaje pieniądze. I potem powiedziała do mojej babci, że na kilometr alkoholem zalatuje, a jest jeszcze przed trzynastą, i żeby babcia uważała na swoją torebkę. A babcia powiedziała, że przed wojną, jak jeszcze żył jej mąż, to by było nie do pomyślenia, żeby mężczyzna w ten sposób zwracał się do kobiety publicznie. I że dziecko słucha, i się wszystkiego uczy. I pani kioskarka się zainteresowała jakie dziecko, więc babcia mi kazała podejść i powiedziała:
Mojego Piotrusia pani nie zna? Prawdziwy zuch, do pierwszy klasy za kilka dni idzie!
A ja cały czas myślałem o tym panu, co sobie poszedł, i o tym, że gdybym miał taką kopertę, i miał znaczek, i umiał już pisać, to mógłbym opisać, co się stało w te wakacje, i że Wojtuś wcale nie jadł tych jagód, i że to nie przeze mnie się stało. Bo babcia powiedziała, że jak się nie będę jej słuchał, to ona pójdzie do szkoły i powie, co robiłem na wakacjach, i że zabrudziłem jagodami torbę pani doktor. Więc po drodze do domu zapytałem babcię, czy taka koperta i znaczek to dużo kosztują. A babcia mi powiedziała, że bardzo dużo, ale że jak będę grzeczny, to mi kiedyś da.

I rzeczywiście jak odprowadzała mnie na pierwszą lekcję do szkoły, to dała mi niebieską kopertę, z naklejonym już znaczkiem i stemplem, i powiedziała, że tylko trzeba będzie skreślić adresata i wpisać innego. I że jak będę się dobrze sprawował w szkole i słuchał pani nauczycielki, to wyślemy coś razem do dziadziusia w niebie. A ja wcale nie chciałem wysyłać do dziadziusia, którego nie znałem, tylko do taty. I tylko się zastanawiałem, ile czasu potrzeba, żeby się nauczyć pisać, i czy ten znaczek jest wystarczająco duży, żeby list mógł obejść cały świat i odszukać mojego tatę. A w klasie najpierw pani dyrektor pokazywała nam godło na ścianie i panią wychowawczynię. A jak już sobie poszła, to pani wychowawczyni podchodziła do każdego dziecka i pytała się na głos o imię i nazwisko, i gdzie, i z kim się mieszka. I niektórzy nie wiedzieli jak mają na nazwisko, i to było śmieszne. A ja nie wiedziałem, gdzie jest mój tata, ale przede mną jakiś chłopak powiedział, że jego tata jest w Ameryce, więc jak pani podeszła do mnie, to powiedziałem, że mój tata jest z młodszym bratem Wojtusiem też w Ameryce. A potem pani wychowawczyni powiedziała niestety, żebyśmy schowali zeszyty i elementarze, bo na pierwszej lekcji nie będziemy się jeszcze z nich uczyć, tylko wspólnie bawić. I że nauczymy się nowej piosenki. I okazało się, że dzieci, które chodziły do przedszkola za parkiem, już znają tę piosenkę, więc to nie było do końca sprawiedliwe. I wyszliśmy z ławek, i mieliśmy pokazywać rękami słowa piosenki, tak samo jak w przedszkolu robiliśmy, na przykład: mieszkamy w lesie zielonym – takie daszki z rąk, oczka mamy czarne – na oczy, buźki granatowe – na buzię, i pani też śpiewała z nami, ale nie pokazywała, tylko cały czas siedziała za biurkiem, a my śpiewaliśmy, a sukienki są zielone i seledynowe, i tu dziewczynki miały łatwiej. A jak był refren to mieliśmy maszerować dookoła wszyscy, i podnosić wysoko kolana i łokcie, i pamiętam, jak pani wychowawczyni do mnie wołała: Piotruś, głośniej, głośniej, a kiedy dzień nadchodzi, dzień nadchodzi, dobrze, idziemy na jagody, na jagody, Piotruś, kolanka wyżej, wyżej, dobrze, a nasze czarne serca, czarne serca, wszyscy razem, biją nam radośnie bum, tarara bum, i jeszcze raz, wszyscy razem, uwaga, teraz, głośno,
A kiedy dzień nadchodzi, dzień nadchodzi,
Idziemy na jagody, na jagody,
A nasze czarne serca, czarne serca,
Biją nam radośnie bum, tarara bum!



Notatka: administracja się wzruszyła z przyczyn osobistych, nie jest więc w stanie ocenić obiektywnie tego tekstu. niechaj czytelnik niepoddający się łatwo szantażom emocjonalnym oceni sobie sam. a to blade cuś w kolorze lodów malinowych to tylko pewna propozycja:)

 
Oceny artykułu
Wynik głosowania: 3.13
Głosów: 15


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Wersja do druku Wersja do druku


"Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 12 | Szukaj
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

R E K L A M A

Re: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ * (Ocena czytelników: 1)
przez zyjacynaziemi dnia 08-02-2007 o godz. 23:30:33
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://krzysztofrozmus.net
Autorowi jest niezmiernie miło, że udało mu się wzruszyć panią Administrację, niezależnie od aktualnej czy przyszłej barwy lodów...


[ Odpowiedz na to ]


Re: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ * (Ocena czytelników: 1)
przez beeneidiusz (pieczarbula@interia.pl) dnia 09-02-2007 o godz. 00:06:49
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Bardzo ładne to w kształcie blado-różowego placka, niemniej coś słabo to widać, nie mówiąc, iż bardziej to wygląda jak jogurt truskawkowy.


[ Odpowiedz na to ]


Re: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ * (Ocena czytelników: 1)
przez emigrant dnia 09-02-2007 o godz. 07:54:13
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Bez względu na wzruszenia 'adminów', kolory lodów, czy też placków, uważam, że opowiadanie jest całkiem niezłe.  Szkoda tylko, że tak szybko dobiegło końca.  Po prostu, pozostaje jakiś niedosyt.  Ja, osobiście, czekałem na moment, aż chłopiec nauczy się w końcu pisać i napisze list do ojca, tłumacząc mu, co się naprawdę stało...

Ogólnie, warto by to opowiadanie troszeczkę przedłużyć. Choćby odrobinę.  Niemniej jednak, zasługuje (jak najbardziej) na gwiazdkę. Gratuluję.

Z Poważaniem W.M.  


[ Odpowiedz na to ]


Re: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ * (Ocena czytelników: 1)
przez rahl dnia 09-02-2007 o godz. 08:55:45
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Mam to samo co Administracja,  więc nieobiektywnie powiem, że historia tak wystylizowana do mnie trafiła i to bardzo.
Co do komentarza emigranta, raczej nie spodziewam się, żeby narrator miał bezpośredni wpływ  na chorobę/śmierć brata, ani też wiedział co się naprawdę stało (zapalenie otrzewnej?); istotna jest tu chyba chęć udowodnienia/powiedzenia ojcu, że obaj bracia byli dobrymi dziećmi i dowiedzenia się dlaczego w związku z tym ich opuścił...(w dziecku z rozbitego domu jest takie poczucie winy i myśl, że gdyby było "lepsze" to może tato by nie odszedł)  


[ Odpowiedz na to ]


Re: MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA /opowiadanie/ * (Ocena czytelników: 1)
przez Teano (teano@poczta.onet.pl) dnia 13-02-2007 o godz. 22:42:51
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość | Dziennik) http://www.teano.portalliteracki.pl
Weszłam tu na chybiłł trafił z wielkiej oddali i trupowatego kompa, co to sie resetuje co parenaście minut, więc z konieczności musze się streszczać.
Zobaczyłam że krótkie, więc postanowiłam przeczytac.
Przeczytałam i nie żałuje.
No, ale mialam sie stresszczac:
Oto streszczenie:

Gwiazdka jak najbardziej zasłużona. Podobało mi się zakonczenie o jagódkach, taka klamra i lajtmotiv czy jak to tam sie pisze.

koniec streszczenia


[ Odpowiedz na to ]




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.

Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.

AntySpam | Walcz ze spamem! Kliknij tutaj!


PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.

Twoja strona na wyciągnięcie ręki