 Kliknij aby powiększyć | Autor książki: wielu autorów Wydawca: Wydawnictwo Replika Rok wydania: 2008 Liczba stron: 376 Format: 14,5 x 20,5 Nr ISBN: 9788360383780 Język oryginału: polskiRecenzent: Maczek Krzysztof
_______________________________________
Kiedy na rynku wydawniczym pojawiła się antologia „Trupojad” pomyślałem sobie, że nie ma się zanadto czym cieszyć, gdyż zapewne jest to jednorazowy wybryk ze strony wydawcy. W końcu niewiele polskich antologii w konwencji niesamowitej ukazało się w przeciągu kilku, a nawet kilkunastu lat! Więc niby dlaczego nagle sytuacja miałaby ulec zmianie? Wcale na to nie liczyłem. Jednocześnie serce zabiło mi szybciej, bo książka oznaczała milowy krok do przodu jeśli chodzi o antologie polskiej literatury grozy. Kiedy więc wkrótce potem ukazał się „Pokój do wynajęcia”, a później „Księgi strachu” uznałem, że wreszcie wróciła moda wydawanie antologii z gatunku niesamowitości w Polsce! Niedługo musiałem czekać na kolejny zbiór.
Oto bowiem kilka tygodni temu wydawnictwo Replika wypuściła książkę zatytułowaną „Białe szepty”. Pozycja podpisana jest jako antologia opowiadań fantastycznych, ale to właśnie groza wysuwa się na pierwszy plan, co mile mnie zaskoczyło i, przyznam szczerze, jeszcze bardziej podbudowało. Wziąwszy pod uwagę, że tematyka opowiadań jest ściśle określona (szeroko pojęta sztuka), książka tylko zyskała blasku.
Antologia zawiera dwadzieścia opowiadań. Co cieszy, to fakt, że wydawnictwo „postawiło” nie tylko na tych autorów, którzy posiadają już jakiś dorobek literacki (takich jak Kyrcz Jr, Kain, Radecki, Cichowlas czy Galczak), ale również na debiutantów. Nota bene debiuty w książce wypadają równie dobrze co teksty zaprawionych w bojach!
Spore wrażenie wywarło na mnie opowiadanie Tomasza Wróbla „Szklane oczy”. Spotkacie w nim faceta, projektującego lalki (i to jakie!), a także... pewną śliczną „zabawkę”, która pewnego razu ożywa. Opko wyróżnia się świetnym pomysłem i niebanalną narracją, co plasuje je w czołówce najlepszych opowiadań zawartych w „Białych szeptach”.
Kilka innych opowiadań przeczytałem z identyczną fascynacją. „Muza z przypadku” duetu Kyrcz&Radecki traktuje o poecie, piszącym wiersze na... nagrobki. „Kościół w Auvers” Cichowlasa ujawnia nam ostatni list jaki Van Goch napisał do swego brata tuż przed popełnieniem samobójstwa, zaś „Pole pszenicy numer siedem” Macieja Żytowieckiego ukazuje historię pewnego malarza. Jego pasją było odkrywanie nowych wzorów, które przenosił na płótna, sprzedawane później za niebagatelne kwoty. Opowiadań świetnych i dobrych jest w książce co niemiara. Nowy Galczak, nowy Kain czy Piotr Roemer to teksty, na które warto zwrócić uwagę, charakteryzujące się pomysłowością i niesamowitym wyczuciem.
Jak w każdej antologii, tak i w „Białych szeptach” znaleźć można także teksty słabsze. Do tych zaliczyłbym „Natalię” Barbary Srebro – Fili (utwór rozłożył na łopatki drętwy język i kiepściutki koncept) oraz „Arnie i Ash” Joanny Gładyszek, które w zbyt wielu momentach nudzi. Jestem jednak przekonany, że sporej części czytelników i te dwa teksty przypadną do gustu, w końcu upodobania polski mol książkowy ma rozmaite, prawda?
Aby zanadto nie przeciągać, dodam tylko, że „Białe szepty” to doskonały dowód na to, że można stworzyć antologię tematyczną, w której teksty zainteresują oryginalnością, powiewem świeżości i godnym podziwu rozstawieniem gatunkowym, bowiem mamy w książce wiele tematów i konwencji – od klasycznego horroru, przez thriller, teksty stricte niesamowite, na baśni kończąc. Myślę, że pozycja znajdzie wielu czytelników, nie tylko tych lubujących się w fantastyce. Polecam serdecznie.
|