| Autor książki: Starling Boris Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS Rok wydania: 2005 Liczba stron: 567 Format: 13,5x21,5 Nr ISBN: 8373015922 Język oryginału: rosyjskiRecenzent: Kyrcz Kazimierz Jr
_______________________________________
Kiedy rosyjski żul jest spragniony, a nie ma już pieniędzy na kolejną flaszkę, staje w bramie przy sklepie i wystawia przed siebie rękę, układając dłoń w odwróconą łódeczkę. W ten sposób sygnalizuje wszystkim, że szuka kompanów do kieliszka, którzy dorzucą się do zakupu butelki. Jeśli ktoś jest zainteresowany przystąpieniem do tej specyficznie rozumianej spółki, podchodzi do niego i wkłada wyprostowany palec wskazujący pod łódeczkę. Kiedy zbierze się odpowiednio liczne grono „udziałowców”, dochodzi do sfinalizowania transakcji, no i – rzecz jasna – wspólnej konsumpcji.
Ot, historia zaczerpnięta wprost z życia.
Książka Borysa Starlinga, pod wielce obiecującym tytułem „Wódka” również zawiera sporo opisów zachowań Rosjan, w przeważającej mierze związanych właśnie z „wodą ognistą”. Cóż, jeśli czytelnik ma nadzieję na barwne opowieści i spostrzeżenia autora, może się zawieść. I to zawieść straszliwie, bowiem Starling szafuje co prawda mnogością wątków i postaci, ale nie przekładają się one na atrakcyjność fabuły.
W tym momencie w zasadzie mógłbym zakończyć tę recenzję w myśl powiedzonka: kończ waść, wstydu oszczędź, ale – jako sadysta – nie zrobię tego. Pozwolę sobie natomiast na bynajmniej nie odkrywczą uwagę, że zarówno kultura, jak i w ogóle „rosyjska dusza” jest na tyle bogatym i niepowtarzalnym zjawiskiem, że zasługuje – jeśli nie na podziw – to przynajmniej na poważne potraktowanie. Nie spłycające i nie posługujące się przyprawiającymi o ból zębów schematami. Niestety, w tym przypadku Boris Starling nie stanął na wysokości zadania - czytelnik otrzymuje od niego co najwyżej produkt literaturopodobny. Żeby nie być gołosłownym, przedstawię kilka cytatów z omawianej pozycji: Przemówienia zazwyczaj zawodziły; łapówki zazwyczaj pomagały. Pustosłowie należało do sowieckiej tradycji. Naturalnie wszyscy pochodzili z Czeczeni, ponieważ Czeczen ufa tylko swoim.
Itede, itepe...
Od takich i podobnych uproszczeń aż roi się w książce. Nie brak także napuszonych i sztucznych wypowiedzi:
- Dlaczego lubię wódkę? – parsknął Lew. – To jakby zapytać, dlaczego w Rosji pada śnieg. Tylko obcokrajowiec mógł zadać tak niedorzeczne pytanie.
Fabularnie powieść skupia się wokół próby sprywatyzowania największej w Rosji gorzelni, intryg politycznych, krwawych walk toczonych pomiędzy mafiami słowiańskimi i czeczeńskimi, oraz śledztwa prowadzonego przez starszego oficera śledczego Juku Irka, który szuka seryjnego zabójcy dzieci. Przy czym autor „Wódki” najwyraźniej nie może się zdecydować czy pisze thriller, political fiction czy powieść obyczajową. W efekcie otrzymujemy niespójny misz masz, męczący szczególnie w przypadku dłużyzn o wybitnie politycznym charakterze.
Mamy tu bogatą galerię postaci, na czele ze wspomnianym oficerem estońskiego pochodzenia, mafiozami, politykami czy główną bohaterką książki - amerykańską biznes woman Alice Liddell. Tą ostatnią zresztą niezmiernie trudno polubić. Zdarza jej się bowiem wygłaszanie drętwych kwestii typu: skoro wszedłeś między Rosjan, musisz pić jak oni.
W trakcie lektury „Wódki” można odnieść mylne wrażenie, że właśnie wódka jest dla Rosjan panaceum na wszystko. Bolą cię uszy – przemyj je wacikiem namoczonym w wódce. Zmarzła ci twarz? Natrzyj ja wódką... Katorga!
Książka ma oczywiście i lepsze momenty. Jak na przykład oryginalną radę – sposób na to, by się nie upić: Wpierw trzeba wódkę powąchać, wziąć łyk i potrzymać go kilka chwil w ustach. Potem przełknąć i zaraz coś zjeść. Po każdym toaście zaś popić. Intrygująco brzmi także receptura niektórych „koktajli” preferowanych przez rosyjski plebs. Choćby takie Psie flaki – 100 gramów piwa żiguli, 30 gramów szamponu Sadko zamożny gość, 70 gramów płynu przeciwłupieżowego, 12 gramów kleju superglue, 35 gramów płynu hamulcowego i 20 gramów środka owadobójczego.
Warto także przytoczyć anegdotę o Andrieju Gromyce. Otóż pewnego razu zachodni dyplomata spytał go czy smakowało mu śniadanie. Gromyko godzinami rozważał to pytanie, obracał je w myślach, przyglądał się mu pod każdym kątem w poszukiwaniu ukrytych znaczeń, insynuacji, podstępnych kapitalistycznych spisków... aż w końcu odpowiedział jednym słowem: może.
Czy w takim razie „Wódka” zasługuje na uwagę?
Powtórzę za Gromyką: może... Zdania pisane kursywą są cytatami z książki. |