Wysłany: Pon Cze 18, 2007 7:21 pm Temat postu: Niespodzianka
- Co mnie podkusiło, żeby w takim grajdole świętować trzydzieste trzecie urodziny? – z narastającym rozdrażnieniem zastanawiał się prezes Cezary Czechowicz.
Hotel „Kalwaria” od samego początku nie przypadł mu do gustu. Było oczywiste, że nie spełnia standardów europejskich. A asystentka Frania zapewniała, że jest bajeczny! Ciekawe z której strony?!
Najpierw na sitku otworu odpływowego wanny znalazł kłąb włosów niewiadomego pochodzenia (sam był łysy, więc takie drobiazgi tym bardziej go irytowały), potem okazało się, że mydło słabo się pieni. Czara goryczy przelała się, gdy po kilku próbach włączenia telewizora stwierdził, że pilot jest zepsuty.
Wściekły jak tornado wykręcił numer recepcji.
- Co tu się wyprawia, do jasnej cholery?! – ryknął. – Proszę natychmiast przysłać kogoś z obsługi!
- Ależ oczywiście, zaraz ktoś przyjdzie... – zapewniła przymilnie kobieta po drugiej stronie kabla.
Po chwili w apartamencie rozległ się dzwonek telefonu. Czechowicz podniósł słuchawkę, w duchu przygotowując się do dalszej walki o prawa konsumenta.
- Już po ciebie idę! – zadeklarował ktoś ochryple i, nie czekając na odpowiedź, przerwał połączenie. Jednocześnie, jak ucięte nożem, w apartamencie zgasły wszystkie światła. Cezary, nie znając rozkładu pomieszczeń, postanowił, że poczeka w fotelu, aż ktoś z obsługi naprawi usterkę. Wkrótce od strony klatki schodowej dał się słyszeć cichutki chrobot, jakby ktoś drapał po ścianie czymś ostrym.
Może to niewidomy? – dywagował prezes. Jednak, po głębszym zastanowieniu, uznał ten pomysł za niedorzeczny. Ale skoro nie niewidomy, to kto?
Drażniący dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a jego źródło zbliżało się. Na krótko zapanowała cisza, po czym głos ze słuchawki zanucił:
jeszcze chwilka, jeszcze momencik,
a rzeźnik toporeczkiem młynka zakręci
Toporek!
Cezary Czechowicz zamarł ze zgrozy. Na ekranie wyobraźni ujrzał połamane palce, zmiażdżoną twarz, pocięty na kawałki tułów i owinięte wokół żyrandola jelita.
Tymczasem amator ludowych pieśni skończył piosenkę.
Uciekaj! Uciekaj! – ostrzegał Cezarego instynkt samozachowawczy. Ale na ucieczkę było już za późno. Coś zachrobotało i drzwi otwarły się. W przestrzeni między ich krawędzią a futryną pojawiło się podświetlone od dołu trupioblade oblicze. Odziana na czarno postać uzbrojona była w tasak, jakiego nie powstydziłby się mistrz Gildii Katów.
- Nieeee! Nie zabijaj! – poprosił Czechowicz, padając przed oprawcą na kolana.
Nagle zapaliły się wszystkie światła i do pokoju – jeden za drugim – w wesołych podskokach wbiegli pracownicy zarządzanej przez Cezarego firmy. Pląsając wokół zaskoczonego prezesa, skandowali: - Nie-spo-dzian-ka! Nie-spo-dzian-ka!
- Boże, co za ulga... – westchnął, ocierając pot z czoła. – Nieźle mnie wystraszyliście tym przyjęciem...
- Jakim, kurna, przyjęciem?! – wrzasnęła asystentka Frania, wymierzając mu siarczysty policzek.
Prezes z impetem klapnął na podłogę.
- Co... co...? – wystękał, próbując wierzchem dłoni zatamować krew kapiącą z nosa.
- Wstawaj, palancie, nie gadaj! – zagrzmiał koleś z tasakiem, którym po ściągnięciu maski okazał się przedstawiciel handlowy Wiesław.
Prezes posłusznie wstał, by – popchnięty przez handlowca – usiąść na
podstawionym krześle. Ktoś wykręcił mu ręce do tyłu i związał taśmą samoprzylepną.
- Chce... ce... cie dać mi nauczkę? – dopytywał się Czechowicz, rozglądając się w poszukiwaniu kogoś, kto pospieszyłby mu z pomocą. Bezskutecznie.
- Nie będziemy cię niczego uczyć, pajacu, to nie szkolenie!
- Szwedzkiego stołu też nie będzie, he, he... – dodał informatyk Zbyszek, przez niektórych zwany Mikrosortem.
- To kara za upokorzenia, kompleksy i nerwice! – pisnęła oskarżycielsko asystentka,
wyciągając z torebki pilniczek do paznokci. Choć nie – nie był to pilniczek, tylko pilnik.
Wiesiek z Mikrosortem siłą otworzyli prezesowi usta, a Frania, z zaangażowaniem i systematycznością godną mrówki robotnicy, zajęła się spiłowywaniem mu siekaczy. Unieruchomiony Cezary nie był w stanie błagać o litość ani wzywać pomocy. Mógł jedynie jęczeć żałośnie, przełykając łzy i smarki.
- Jak szaleć, to szaleć – zauważyła sekretarka, po czym wbiła mu pilnik między żebra.
Wiadro lodowato zimnej wody spełniło swe zadanie. Cezary wrócił do rzeczywistości, czego zresztą natychmiast pożałował.
- Pora na kolejny punkt programu – obwieścił z namaszczeniem Wiesław, odkładając puste wiadro na podłogę.
- Jeszcze trochę miodu? – spytała Frania, a jej głos ociekał jadowitą słodyczą. – Wolisz z lipy czy spadziowy?
- Eghhh... – wycharczał Cezary, a oczy o mało nie wypadły mu z oczodołów.
- Posłodzimy jeszcze szefunciowi, prawda? Należy mu się!
Lepka maź spłynęła na resztki siekaczy prezesa, doprowadzając go do szaleństwa. Gotów był sam wyrwać sobie wszystkie zęby razem ze szczęką, byleby ten koszmar wreszcie się skończył. Ale dręczyciele mieli inne plany. Kątem oka zauważył, że sprzątaczka Danusia zbliża się z tłuczkiem do mięsa.
- Stacja pierwsza, stacja druga – rzuciła sentencjonalnie, rozwalając mu oba kolana. Następnie z przepastnej torebki wyjęła gwoźdź i przybiła lewą stopę Czechowicza do parkietu. Po chwili znów sięgnęła do torebki.
Przestań, wariatko, dam ci podwyżkę! – błagał w myślach Cezary.
Albo telepatia nie istnieje, albo też sprzątaczka nie została obdarzona tym darem, bo
nie przestała. Przestał natomiast Czechowicz. Przestał cokolwiek odczuwać, bo stracił przytomność.
Odzyskał ją na krótko, akurat na tyle, by jak przez mgłę dostrzec podwładnych wznoszących toast za sukces operacji „Powstrzymać mobbing”.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.